Tomasz Urban: Filologia germańska była dla mnie wybawieniem [WYWIAD]
Tomasz Urban od lat zajmuje się niemiecką piłką. Udziela się w roli eksperta. Do niedawna pracował w Viaplay, na początku stycznia ponownie został ekspertem Eleven Sports. W rozmowie z portalem SportMarketing.pl mówi o początkach fascynacji Bundesligą, specyfice niemieckich mediów czy kulisach pracy na stadionach w Niemczech.
![Tomasz Urban: Filologia germańska była dla mnie wybawieniem [WYWIAD]](https://www.sportmarketing.pl/content/uploads/2025/02/Urban-i-Schick.jpg)
Bartłomiej Najtkowski, SportMarketing.pl: Jak to się stało, że zainteresowałeś się Bundesligą, czy przyczyniła się do tego znajomość języka niemieckiego?
Tomasz Urban, ekspert Eleven Sports: – Było odwrotnie. Najpierw pojawiła się Bundesliga, a potem język niemiecki, który stanowił dla mnie alternatywę jeśli chodzi o kształcenie. Od najmłodszych lat bardzo interesowałem się futbolem, a dorastałem w takich czasach, kiedy do polskich domów wchodziła kablówka, telewizje zagraniczne, niemieckie przede wszystkim, a więc SAT 1 czy DSF. No i siłą rzeczy, kiedy miałeś dwa programy w telewizji, a nagle pojawiło się ich, załóżmy, sto, no to pstrykałem pilotem, szukając czegoś fajnego. Ponieważ na DSF-ie czy na SAT 1 często leciały różnego rodzaju mecze, siłą rzeczy tam zostawałem i oglądałem Bundesligę.
Kiedy zaczęła się ta fascynacja?
– Z Bundesligą jestem od połowy lat dziewięćdziesiątych. Bardzo lubiłem oglądać te wszystkie programy na SAT 1 w sobotę czy w niedzielę, bo to było takie okienko na lepszy świat. Kolorowy, radosny, dynamiczny, to było dla mnie wyrwanie się z bieżącej szarości i skok do innego świata właśnie. Będąc w szkole podstawowej, chciałem mieć związek ze sportem i studiować na AWF-ie, ale ze względów zdrowotnych musiałem zmienić plany.
W szkole średniej byłem w klasie z rozszerzonym niemieckim i ten niemiecki był po prostu takim drugim naturalnym wyborem. Trenowałem piłkę przez 10 lat w Siarce Tarnobrzeg, więc sport też był cały czas obecny w moim życiu, ale z czasem, gdy musiałem dokonać wyboru i zrezygnować z AWF-u, postawiłem właśnie na język niemiecki. Nie ukrywam, że Bundesliga była jednym z powodów, dla których chciałem nauczyć się porządnie tego języka. Poza tym strasznie mi się spodobała też nauka języków jako takich.
Pomyślałeś, że to daje lepsze perspektywy?
– To było dla mnie fascynujące, że mogłem mówić coś zupełnie innego, dla innych ludzi niezrozumiałego, a jednocześnie mogłem się dogadać z kimś obcym. To też pchnęło mnie w kierunku filologii germańskiej. Skończyłem studia i na początku miałem przeświadczenie, że chyba zrobiłem błąd, że wybrałem zły kierunek, natomiast patrząc na to, co robię obecnie, uważam, że filologia germańska była dla mnie wybawieniem, bo język niemiecki bardzo mi pomógł w tym, czym się obecnie zajmuję.
Zaciekawiła mnie twoja sympatia do Borussi Mönchengladbach. Związałeś się emocjonalnie z tą drużyną, gdy odnosiła sukcesy? A może to jest sympatyzowanie z dystansem, z przymrużeniem oka, teraz nie tak bardzo emocjonalne?
– Tak, zawsze mówię, że jestem kibicem Siarki Tarnobrzeg, natomiast sympatykiem Borussi Mönchengladbach właśnie po to, żeby to troszeczkę zróżnicować, bo oczywiście jeżeli chodzi o emocje, to przy meczach Siarki towarzyszą mi największe i najbardziej to przeżywam cały czas, mimo że w Tarnobrzegu nie mieszkam już od ponad dwudziestu lat.
Natomiast jeżeli chodzi o Borussię, to jestem jej sympatykiem. To znaczy: oczywiście żywo mnie interesuje to, co się dzieje w klubie, śledzę wszystkie informacje, przeżywam ich mecze, ale też nie rozdzieram szat po porażkach, jak i nie skaczę pod niebo po zwycięstwach. To jest inny ładunek emocjonalny, przy czym nie wzięło się to z sukcesów, bo zawsze było mi daleko do klubów, które stale zdobywały trofea i były na pierwszych stronach gazet.
Zawsze lubiłem underdogów, kluby, które w swojej historii coś ugrały, czymś się odznaczyły, ale jednak na co dzień zmagają się z taką przyziemną rzeczywistością, trochę muszą wycierpieć i przez dekady czekać na trofea. Zawsze takie drużyny mi się podobały. Nigdy nie byłem fanem Reali, Barcelon, Milanów czy Bayernów… Zawsze sobie szukałem takiego klubu, dla którego każda wygrana jest powodem do radości. Daleko było mi do tych, dla których brak potrójnej korony w sezonie stanowił rozczarowanie.
Czy sympatyzowanie z Borussią stanowi utrudnienie w komentowaniu?
– Uważam, że nie, natomiast nie jestem odpowiednią osobą, by to ocenić. Niemniej myślę, że absolutnie potrafię zachować obiektywizm, komentując mecze Borussii Mönchengladbach. Wydaje mi się, że nie słychać tego w moim głosie, iż sympatyzuję z tą drużyną i potrafię być krytyczny wobec Borussii. Jestem zdania, że można wypracować w sobie taki nawyk, komentując mecze, by na czas komentowania takiego spotkania zostawić emocje na boku, skupić się na tym, co się dzieje na boisku i patrzeć obiektywnie na wydarzenia boiskowe.
Nie sądzę, by był to jakiś problem. Myślę też, że to jest dość uczciwe w stosunku do widza, iż wie on, jakie mam sympatie. Może sam sobie wyrobić opinię, czy mój komentarz jest obiektywny, czy nie, natomiast, mówiąc szczerze, nie spotkałem się nigdy z zarzutem, że komentuję mecze Borussii Mönchengladbach z perspektywy jej kibica. Wydaje mi się, że umiem zachować zdrowy dystans.
Z racji wielu lat fascynacji Bundesligą masz rozeznanie w niemieckich mediach, czy to prawda, że tamtejsi dziennikarze są powściągliwi i niezbyt emocjonalni, a może to stereotyp?
– Różnie bywa, na pewno niemiecka szkoła komentarza jest zupełnie inna niż nasza. Polscy komentatorzy mówią bardzo dużo w trakcie meczów, natomiast niemieccy często komentują w pojedynkę i odzywają się raz na jakiś czas. Jest dużo przerw, pauz. Nie prowadzą narracji nieustannie, tak jak to się zdarza u nas. Nawet jeżeli komentują we dwóch, to ten drugi pojawia się w komentarzu bardzo rzadko. To mogą być nawet jakieś trzy „wrzutki” na połowę na przykład, więc to jest zupełnie inny schemat komentowania.
Nie uważam, byśmy jako polscy dziennikarze czy komentatorzy musieli mieć kompleksy względem Niemców. Co więcej, moim zdaniem lepiej oddajemy emocje, komentujemy lepiej mecze, mówiąc oczywiście ogólnikowo. To jest uwarunkowane tym, czego widz oczekuje. Myślę, że gdybyśmy zaczęli komentować tak jak Niemcy, to raczej nie spotkałoby to się w Polsce z dobrym odbiorem, aczkolwiek trzeba też znaleźć złoty środek. Nie można zagadywać każdej sytuacji, nie można permanentnie czegoś mówić przez 90 minut. Trzeba dać widzowi moment oddechu, wyczuwać momenty, kiedy lepiej zamilknąć, bo na przykład stadion żyje meczem, reaguje emocjonalnie.
Miałeś jakieś inspiracje w niemieckich mediach?
– Spośród dziennikarzy, którzy bardzo mi się podobają jeżeli chodzi o styl ich pracy, którzy też są bardzo emocjonalni, to na przykład Erik Meijer, czyli były piłkarz chociażby Hamburga, robi analizy taktyczne w Sky w sposób wręcz porywający i niezwykle emocjonalny. To mi się bardzo podoba. Przemawiała do mnie też emocjonalność Matthiasa Sammera, kiedy był ekspertem w Eurosporcie i analizował Bundesligę, więc nie do końca jest tak, że Niemcy są wyrzuci z emocji i wszystko przedstawiają na chłodno.
Uważam jednak, że inspiracja inspiracją, natomiast nie możesz się na nikim wzorować, bo będziesz wtedy niewiarygodny. Musisz być sobą po prostu i albo cię widz kupi i przyjmie z otwartymi ramionami, albo nie, natomiast jeżeli będziesz kogoś naśladował, próbował się do kogoś dostosować, nie wiem, odwzorowywać jego nawyki, sposób mówienia, to jak on zajmuje się piłką, na co zwraca uwagę, myślę, że trafisz na manowce. Nie zostaniesz zaakceptowany przez widza, bo widz wyczuwa, czy jesteś naturalny, czy nie. Tak więc do tych inspiracji trzeba podejść z dystansem.
A czy podczas wizyt na stadionach miałeś okazję do spotkań i rozmów z byłymi piłkarzami, których podziwiałeś w trakcie kariery. Wiadomo, że oni teraz też udzielają się jako eksperci.
– Tak, od momentu, kiedy swego czasu spotkałem się z Lotharem Matthäusem w studiu Eleven, podczas wizyt na stadionach wymieniamy krótkie uwagi czy prowadzimy kurtuazyjne rozmowy. Gdy już wejdziesz w to środowisko i jeździsz co jakiś czas na stadiony, ludzie cię kojarzą, w związku z tym potem są inne relacje. Łatwiej jest na przykład o wywiady. Miałem dość dobrą relację z Dieterem Nicklesem, czyli rzecznikiem Bayernu Monachium. I też było to momentami pomocne, bo łatwiej było mi ściągnąć do rozmowy jakiegoś piłkarza Bayernu niż w momencie, gdybyśmy się nie znali. Dodam, że nie nawiązuję relacji z piłkarzami, nie wymieniam SMS-ów, nie kumpluję się z nimi.
Wychodzę z założenia, że mam za zadanie opisać to, co widzę, a nie wchodzić z nimi w takie właśnie przyjazne relacje. Nie jest mi to, szczerze mówiąc, potrzebne. Oczywiście każdy może to inaczej postrzegać, dziennikarze newsowi wręcz muszą wchodzić w relacje z piłkarzami. Ja jednak nie jestem dziennikarzem newsowym, nie ścigam się na informacje, gdzie dany piłkarz idzie, do jakiego klubu, z kim toczy rozmowy i tak dalej. Jeżeli do mnie dotrze coś takiego, to jest po prostu informacja, którą raczej trzymam dla siebie. Nie staram się jej przekazywać dalej, bo wiem, że trafiła do mnie w zaufaniu. Natomiast dziennikarze, którzy zajmują się właśnie newsami, pewnie jednak muszą w nieco inny sposób sobie układać swoją pracę.
A zatem wymieniamy jakieś kurtuazyjne uwagi, rozmawiamy króciutko na stadionie, kiedy spotykam się z osobami, które miałem okazję wcześniej poznać, ale to wszystko. Poza tym to też nie jest tak, że masz nieograniczony dostęp na stadionie do piłkarzy. Owszem, z dziennikarzami możesz się spotkać, porozmawiać dłużej, natomiast z piłkarzami masz minutę w takim oficjalnym slocie po meczu, na przykład na rozmówkę czy półtorej minuty i to wszystko. Nie masz potem z nimi do czynienia. Chyba, że na przykład masz jakieś prywatne relacje z polskimi piłkarzami, wtedy możesz sobie tam wymieniać SMS-y itd., ale ja takich relacji nie mam.
Od pewnego czasu komentujesz Bundesligę, zebrało się na pewno wiele wspomnieć. Czy możesz wymienić taką historię, która najbardziej cię poruszyła, masz największy sentyment do niej. Teraz oczywistym przykładem jest mistrzostwo zdobyte przez Bayer Leverkusen w efektownym stylu. Wydaje się, że to też sprawiło, iż np. wicemistrzostwo Stuttgartu może nie do końca zostało docenione w Polsce. A tobie która historia drużyny czy piłkarza najbardziej zapadła w pamięć, którą najchętniej wspominasz?
– Myślę, że takim wydarzeniem było pobicie rekordu Gerda Müllera przez Roberta Lewandowskiego, czyli strzelenie 41 goli w sezonie, bo rzeczywiście to było coś, co odbiło się ogromnym echem we wszystkich polskich mediach, nie tylko sportowych i coś, na co chyba każdy czekał. Pamiętam, że oglądaliśmy to spotkanie w Eleven Sports w szerszym gronie i trzymaliśmy kciuki, by Robertowi się udało, tymczasem Rafał Gikiewicz dokonywał cudów w bramce i Lewy nie mógł strzelić gola. W ostatniej minucie meczu jednak wykorzystał sytuację i rzeczywiście czuliśmy, że jest jakiś dziki szał w Polsce w związku z tym pobiciem rekordu.
Musieliśmy udzielać wywiadów różnym mediom, niekoniecznie sportowym. Nagle pojawiłem się w TVN 24, bo trzeba było coś opowiedzieć o tym rekordzie itd., więc dało się wyczuć, że jest to wydarzenie ważne nie tylko dla środowiska sportowego, że to jest coś nadzwyczajnego, coś, na co się czekało i myślę, że to był taki moment, który rzeczywiście był ważny również dla mnie jako dziennikarza zajmującego się Bundesligą. Miałem poczucie, że Bundesliga w tym momencie wkracza na salony. To znaczy: ona weszła na salony już wtedy, gdy Robert Lewandowski trafił do Borussii Dortmund i zaczął strzelać gole. W tamtym czasie była oczywiście obecna w świadomości polskiego kibica, ale w momencie, kiedy on pobił ten rekord Gerda Müllera (wydawałoby się rekord, który jest nie do pobicia), rzeczywiście zainteresowanie Bundesligą sięgnęło u nas chyba apogeum.
Dla mnie, z perspektywy dziennikarza, który się tym zajmuje, było to czymś bardzo przyjemnym, bo na takie momenty bardzo czekam i oczywiście zależy mi na tym, by liga niemiecka była jak najbardziej popularna w naszym kraju, więc myślę, że jeżeli miałbym wskazać jeden moment, no to właśnie ten.
Zajmujesz się też drugą Bundesligą. Biorąc pod uwagę, że jest to drugi poziom rozgrywkowy, można być zachwyconym frekwencją na stadionach. Na mecze HSV przychodzi 50 tysięcy ludzi…
– Nie tylko na HSV wygląda to imponująco, bo na Schalke przychodzi ponad 60 tysięcy, na Herthę między 40 a 50, jeśli dobrze pamiętam, na Hannover 30-40 tysięcy, więc rzeczywiście stadiony w drugiej Bundeslidze są wypełniane i frekwencja jest świetna. Istotnie, mamy do czynienia z ewenementem na skalę światową, natomiast to wynika z kilku uwarunkowań, przede wszystkim piłka ma w Niemczech inny status społeczny niż w Polsce. Chociaż my też już zmierzamy w tym kierunku i frekwencja się u nas też poprawia, jest całkiem przyzwoita (zwłaszcza jeśli chodzi o Ekstraklasę).
Natomiast w Niemczech rzeczywiście często kibicowanie danej drużynie jest przekazywane z pokolenia na pokolenie i mówię wręcz dosłownie o tym, bo karnety na przykład są przepisywane z dziadka na ojca, z ojca na syna i tak dalej. Dość powiedzieć, że nie jest łatwo kupić karnet w Niemczech i czasami musisz się ustawić w kolejce, która się nie kończy. Możesz czekać nawet kilkanaście lat na prawo zakupu karnetu, jak na przykład w Dortmundzie, więc to jest trochę inne podejście do piłki niż to u nas. Oczywiście poziom sportowy też ma znaczenie, zamożność społeczeństwa również. Jest wiele czynników, które tutaj odgrywają rolę, natomiast rzeczywiście to, co się dzieje na boiskach czy stadionach drugiej Bundesligi, to jest coś absolutnie wyjątkowego w skali świata.

Bartłomiej Najtkowski
Więcej Zawód: Dziennikarz Sportowy
Bożydar Iwanow: nowe Bernabeu i stadiony na Wyspach Brytyjskich mają wyjątkowy klimat [WYWIAD]
Bożydar Iwanow, obecnie numer jeden jeśli chodzi o komentatorów Polsatu Sport, w tym sezonie towarzyszy Legii Warszawa, relacjonując jej mecze w Lidze Konferencji. A w rozmowie ze SportMarketing.pl odsłania kulisy pracy przy Lidze Mistrzów.![Bożydar Iwanow: nowe Bernabeu i stadiony na Wyspach Brytyjskich mają wyjątkowy klimat [WYWIAD]](https://www.sportmarketing.pl/content/uploads/2025/03/Iwanow-01--1024x628.jpg)
![Marek Magiera: Jestem dziennikarskim samoukiem [WYWIAD]](https://www.sportmarketing.pl/content/uploads/2025/01/M.-Magiera-01-768x471.jpg)
![Sebastian Staszewski: TikTok jest platformą przyszłości [WYWIAD]](https://www.sportmarketing.pl/content/uploads/2024/12/2170x1330-SPM-768x471.jpg)

